<title_newspaper="Przekrój">
<title_article="Okaryna">
<author_1="Jerzy Szaniawski">
<language="pl">
<style="press">
<year="1954">
<month="11">
<date="1954-11-21">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Lokator, człowiek młody, wywarł na pani domu wrażenie korzystne: uprzejmy, delikatny; nie targując się zapłacił żądaną cenę. Po paru zdaniach okazało się, że to człowiek muzykalny: państwo posłyszeli, że gra. Nie mogli się zorientować na razie co to za instrument? Pan mówił, że flet Pani twierdziła, że nie flet, ale coś innego. Córka milczała. Gdy państwo długo sprzeczali się z sobą, czy to flet, czy nie flet — milcząca córka powiedziała krótko: — Okaryna. Minął miesiąc. Lokator od czasu do czasu zagrał pieśń na okarynie,— nie grał jednak dużo — widocznie nie chciał sąsiadom przeszkadzać. Państwo byli zadowoleni: grzeczny, delikatny, nie wracał po nocach, gości nie przyjmował. Gdy chwalili swego lokatora — córka milczała. Po miesiącu państwo zaczęli się zastanawiać — co ten człowiek właściwie robi? Z domu prawie nie wychodzi. Mała skromna walizka, która stoi w jego pokoju, wprost mówi: „mój pan nie jest kapitalistą". Minął „pierwszy" — lokator nie śpieszył się, żeby zapłacić za lokal. Minął „drugi" i „piąty" — lokator nie płacił. Państwo zaczęli się niepokoić.. Córka słysząc rozmowy rodziców i na temat zapłaty — milczała. Minął „szósty" i „siódmy" — Lokator nie płacił. Ale za to wieczorem, gdy państwo w sąsiednim pokoju jedli kolację, zagrał im na okarynie. Pan wiedział, że ściany są cienkie i słychać, co się mówi w innym pokoju. Pan zaczął mówić głośniej niż zwykle: — Co to za instrument — okaryna! Organy — to jest instrument. Skrzypce, wiolonczela, o taka, powiedzmy, wiolonczela, to rozumiem, to jest instrument, ale phi... okaryna.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
